Dawno nie pisałam, ponieważ byłam na tygodniowej terapii w szpitalu. Teraz wiem, że jestem chora, mam tego świadomośc. Podczas pobytu w szpitalu przytyłam 2kg. Nie wiem czy mam się cieszyc, że walczę z nią, czy płakac... Na razie jestem na tym drugim. Z jednej strony nie chcę byc grubą, a z drugiej chcę wyzdrowiec. Nie potrafię sama zjeśc chociażby suchego chleba, póki ktoś nie stanie nade mną.
Widziałam jak moja mama rozmawiając z lekarzem wylewała łzy. To było straszne, nie mogę tego zapomniec. Myśl o tym, że przeze mnie płakała... Najchętniej znikłabym z tego świata, tylko jedna świadomośc mnie zatrzymuje...sprawienie przykrości mym bliskim. W wtorek jadę do szpitala.
Żałuję głodówek, ciągłych wyrzutów sumienia, oddalenia się od bliskich, wyniszczenia organizmu... żałuję, że się z tobą zaprzyjaźniłam.
Doprowadzenie matki do łez jest czymś okropnym.
OdpowiedzUsuńMusisz dać radę, pamiętaj o rodzinie, przyjaciołach.
Powodzenia piękna ;) Obyś wyzdrowiała.
OdpowiedzUsuńDasz radę, wiem że jesteś silna!
OdpowiedzUsuń